Orędzie biskupie
Krzyż Chrystusa nie może stać się narzędziem politycznej walki
Wezwanie do opamiętania, nawrócenia, obrony świętości krzyża oraz jedności chrześcijan wobec instrumentalizacji sacrum w życiu publicznym.
„My głosimy Chrystusa ukrzyżowanego”. 1 Kor 1,23
Są wydarzenia, wobec których człowiek wierzący nie może przejść obojętnie. Są także sytuacje, w których milczenie pasterzy byłoby zaniedbaniem obowiązku strzeżenia tego, co zostało nam powierzone przez samego Chrystusa. Do takich sytuacji należy coraz częstsze i coraz bardziej bezwzględne wykorzystywanie krzyża, symboli chrześcijańskich, języka wiary oraz autorytetu religii dla celów politycznych, ideologicznych i propagandowych.
Krzyż nie jest znakiem jakiejkolwiek partii, ugrupowania czy programu politycznego. Nie należy do prawicy ani do lewicy. Nie należy do żadnego państwa, narodu ani środowiska społecznego. Krzyż jest własnością Chrystusa i znakiem Jego zbawczej ofiary. Jest miejscem, na którym Syn Boży oddał swoje życie za każdego człowieka. Właśnie dlatego każdy, kto usiłuje podporządkować krzyż własnym interesom politycznym, dotyka rzeczy świętej i narusza jej najgłębszy sens.
W ostatnich latach obserwujemy zjawisko szczególnie niepokojące. Coraz częściej osoby sprawujące władzę lub ubiegające się o nią otaczają się symbolami religijnymi nie po to, aby dawać świadectwo wiary, lecz po to, aby budować własny autorytet. Krzyż staje się elementem politycznej scenografii. Ewangelia bywa redukowana do zbioru wygodnych cytatów. Imię Chrystusa przywoływane jest niekiedy nie jako wezwanie do nawrócenia, lecz jako środek mobilizacji elektoratu.
Tego rodzaju postawa jest głębokim nieporozumieniem, ale bywa również formą duchowego nadużycia. Chrystus nie umarł na krzyżu po to, aby Jego męka służyła zdobywaniu głosów, umacnianiu wpływów czy budowaniu politycznych podziałów. Każda próba uczynienia z krzyża instrumentu ziemskiej walki prowadzi do zniekształcenia jego prawdziwego znaczenia.
Jeszcze groźniejszym zjawiskiem jest to, co należy nazwać sakralizacją polityki. Nie polega ona na obecności ludzi wierzących w życiu publicznym, gdyż taka obecność jest czymś naturalnym i potrzebnym. Sakralizacja polityki rozpoczyna się wówczas, gdy polityczne projekty zaczynają być przedstawiane jako niemal święte, gdy określone środowiska próbują przypisać sobie wyłączność na reprezentowanie chrześcijaństwa, a sprzeciw wobec ich działań zostaje przedstawiony jako sprzeciw wobec Boga.
W takim mechanizmie polityka przestaje być przestrzenią odpowiedzialnej debaty o dobru wspólnym, a zaczyna przybierać cechy ideologii domagającej się moralnej nietykalności. Powstaje niebezpieczne złudzenie, że określony program, określona partia lub określony przywódca posiada szczególne namaszczenie religijne. Historia Europy wielokrotnie pokazała, jak tragiczne skutki przynosiło mieszanie tego, co należy do Boga, z tym, co należy do porządku politycznego.
Chrystus nigdy nie pozwolił uczynić z siebie przywódcy politycznej rewolucji. Kiedy tłumy chciały obwołać Go królem, oddalił się od nich. Kiedy stanął przed Piłatem, wypowiedział słowa, które pozostają jednym z najważniejszych drogowskazów dla chrześcijańskiej refleksji nad państwem i władzą: „Królestwo moje nie jest z tego świata” (J 18,36).
Nie oznacza to odrzucenia odpowiedzialności za świat. Oznacza natomiast odrzucenie pokusy podporządkowania Ewangelii logice politycznej skuteczności.
W tym miejscu należy również nazwać po imieniu inne niebezpieczne zjawisko: instrumentalizację sacrum. Dochodzi do niej wtedy, gdy rzeczy święte przestają być traktowane jako święte, a zaczynają być wykorzystywane jako środki prowadzące do osiągnięcia innych celów. Krzyż staje się wówczas narzędziem budowania popularności. Świątynia staje się tłem dla politycznych manifestacji. Religijne symbole stają się elementem strategii wizerunkowej. Cytaty z Ewangelii zostają wyrwane z kontekstu i użyte jako argumenty w bieżących sporach.
Instrumentalizacja sacrum jest szczególnie niebezpieczna dlatego, że często ukrywa się pod pozorami religijności. Nie zawsze przyjmuje formę otwartego ataku na wiarę. Nierzadko posługuje się językiem pobożności, szacunku i troski o tradycję. Jednak pod powierzchnią tych deklaracji kryje się podporządkowanie tego, co Boże, temu, co ludzkie. To nie człowiek zaczyna służyć Ewangelii, lecz Ewangelia zostaje zmuszona do służenia człowiekowi.
Szczególny niepokój budzą sytuacje, w których ludzie deklarujący przywiązanie do chrześcijaństwa godzą się na publiczne poniżanie lub profanowanie symboliki chrześcijańskiej, jeżeli wymaga tego polityczny interes albo doraźna kalkulacja. Niepokój budzi gotowość do przemilczania zniewag wymierzonych w krzyż, gdy reakcja mogłaby okazać się politycznie niewygodna. Jeszcze większy niepokój budzi przyzwolenie na działania prowadzące do publicznego upokarzania znaku zbawienia poza granicami własnego kraju, w imię zachowania politycznych relacji, partyjnych sojuszy lub osobistych korzyści.
Nie chodzi tutaj wyłącznie o kwestię kultury czy szacunku dla tradycji. Z perspektywy chrześcijańskiej problem jest znacznie głębszy. Krzyż nie jest bowiem jedynie symbolem religijnym. Jest znakiem obecności samego Chrystusa w historii człowieka. Dlatego świadome godzenie się na jego poniżanie stanowi formę zgorszenia wiernych oraz wyraz niebezpiecznej obojętności wobec rzeczy świętych.
Teologia chrześcijańska od wieków naucza, że zgorszenie nie oznacza wyłącznie publicznego skandalu. Zgorszenie jest sytuacją, w której człowiek zostaje popchnięty ku osłabieniu wiary, zwątpieniu lub moralnemu zamętowi. Gdy wierni widzą osoby deklarujące przywiązanie do chrześcijaństwa, które jednocześnie milczą wobec zniewag wymierzonych w krzyż, rodzi się pytanie, czy rzeczywiście wierzą one w świętość tego znaku. Gdy obserwują wykorzystywanie symboli religijnych do walki politycznej, zaczynają podejrzewać, że wiara jest jedynie narzędziem służącym realizacji innych celów.
W ten sposób cierpi nie tylko autorytet konkretnych osób. Cierpi samo świadectwo Kościoła. Cierpi wiarygodność Ewangelii w oczach młodego pokolenia. Cierpi misja głoszenia Chrystusa ludziom, którzy i tak często patrzą na chrześcijaństwo z dystansem i nieufnością.
Istnieje również zjawisko rzadziej omawiane, lecz równie niebezpieczne. Można je określić mianem profanacji pośredniej. Nie zawsze bowiem świętość jest znieważana przez bezpośredni akt szyderstwa czy zniszczenia. Czasami dochodzi do jej poniżenia poprzez świadome przyzwolenie, obojętność lub milczenie. Człowiek nie musi własnoręcznie znieważać krzyża, aby ponosić moralną odpowiedzialność za jego publiczne poniżanie. Wystarczy, że posiada możliwość wyrażenia sprzeciwu, lecz rezygnuje z niej ze względu na własną korzyść.
Takie milczenie nie jest neutralne. W wielu przypadkach staje się ono formą współuczestnictwa. Nie bez powodu Chrystus mówił: „Kto nie jest ze Mną, jest przeciwko Mnie” (Mt 12,30). Słowa te nie zachęcają do agresji wobec innych, lecz przypominają, że istnieją sytuacje, w których człowiek musi dokonać moralnego wyboru.
Nie można równocześnie deklarować czci wobec krzyża i godzić się na jego upokarzanie. Nie można publicznie podkreślać swojego przywiązania do chrześcijaństwa, a jednocześnie milczeć wtedy, gdy znak zbawienia staje się przedmiotem pogardy, kpin lub politycznych targów.
Święty Paweł pisał: „My głosimy Chrystusa ukrzyżowanego” (1 Kor 1,23). Nie głosimy krzyża podporządkowanego interesom tego świata. Nie głosimy krzyża dostosowanego do politycznych potrzeb. Nie głosimy krzyża, który można dowolnie wykorzystywać i odkładać na bok w zależności od okoliczności. Głosimy Chrystusa ukrzyżowanego, który jest zgorszeniem dla jednych, a dla innych głupstwem, lecz dla wierzących pozostaje mocą i mądrością Bożą.
Właśnie dlatego Kościół ma obowiązek przypominać, że istnieje granica, której przekraczać nie wolno. Tą granicą jest świętość. Istnieją bowiem rzeczy, których nie można podporządkować logice politycznej skuteczności. Istnieją wartości, których nie wolno poświęcać dla chwilowego sukcesu. Istnieją symbole, które powinny pozostawać poza zasięgiem partyjnych sporów.
Nie oznacza to, że chrześcijanin ma wycofać się z życia publicznego. Przeciwnie. Chrześcijanie powinni być obecni w polityce, administracji, kulturze, edukacji i mediach. Powinni wnosić do życia społecznego wartości płynące z Ewangelii. Jednak czym innym jest inspirowanie się Ewangelią, a czym innym instrumentalizowanie Ewangelii. Czym innym jest służba dobru wspólnemu, a czym innym wykorzystywanie religii do budowania własnej pozycji.
Historia chrześcijaństwa wielokrotnie pokazała, że gdy Kościół stawał się zbyt bliski politycznej władzy, cierpiała zarówno wiara, jak i społeczeństwo. Ewangelia traciła swój prorocki charakter, a wierni zaczynali utożsamiać chrześcijaństwo z konkretnymi układami politycznymi. W rezultacie wielu ludzi odrzucało nie politykę, lecz samego Chrystusa, którego błędnie utożsamiano z ludzkimi ambicjami i konfliktami.
Dlatego dzisiaj potrzebujemy odwagi, aby przypomnieć prawdę prostą, lecz fundamentalną. Krzyż nie jest narzędziem zdobywania władzy. Krzyż jest wezwaniem do służby. Krzyż nie jest znakiem dominacji nad innymi. Krzyż jest znakiem ofiary za innych. Krzyż nie jest symbolem triumfu jednych ludzi nad drugimi. Jest znakiem miłości Boga, który oddał życie również za swoich prześladowców.
Jako chrześcijanie różnych tradycji i wspólnot powinniśmy dziś szczególnie mocno stanąć w obronie świętości krzyża. Nie po to, aby prowadzić kolejne wojny kulturowe. Nie po to, aby budować nowe podziały. Lecz po to, aby przypomnieć światu, że istnieją rzeczy większe niż polityka, większe niż interesy partii, większe niż doraźne konflikty.
Ta odpowiedzialność spoczywa szczególnie na chrześcijanach różnych Kościołów. W epoce postępującej sekularyzacji nasze podziały stają się coraz mniej zrozumiałe dla świata, który coraz częściej nie odróżnia katolika od prawosławnego, luteranina od anglikanina czy ewangelika od starokatolika. Świat patrzy na wszystkich uczniów Chrystusa razem i na podstawie naszego świadectwa wydaje osąd o Ewangelii.
Dlatego obrona świętości krzyża nie jest zadaniem wyłącznie jednego Kościoła. Jest wspólnym obowiązkiem wszystkich chrześcijan. Jest elementem naszej ekumenicznej odpowiedzialności wobec Chrystusa i wobec świata. Jeżeli potrafimy wspólnie występować w obronie ludzkiej godności, pokoju i sprawiedliwości, powinniśmy również wspólnie stawać w obronie świętości znaku, pod którym wszyscy zostaliśmy ochrzczeni.
Być może właśnie dzisiaj Duch Święty wzywa chrześcijan różnych tradycji do nowego rodzaju jedności. Nie jedności budowanej przeciwko komukolwiek. Nie jedności politycznej. Nie jedności ideologicznej. Lecz jedności świadectwa. Jedności rodzącej się pod krzyżem Chrystusa.
Wzywam wszystkich ludzi życia publicznego do głębokiego rachunku sumienia. Wzywam tych, którzy posługują się symboliką chrześcijańską, aby zadali sobie pytanie, czy czynią to z autentycznej wiary, czy z politycznej kalkulacji. Wzywam tych, którzy milczą wobec znieważania krzyża, aby zastanowili się, czy ich milczenie nie stało się formą współuczestnictwa w tym, co godzi w świętość.
Wzywam również chrześcijan wszystkich Kościołów w Polsce do większej jedności. Nie musimy zgadzać się we wszystkim. Nie musimy rezygnować z własnej tradycji. Jednak wobec prób instrumentalizacji wiary, wobec prób wykorzystywania Chrystusa do ziemskich sporów oraz wobec coraz częstszych przejawów lekceważenia tego, co święte, powinniśmy przemówić jednym głosem.
Krzyż przetrwał imperia, wojny, prześladowania i ideologie. Przetrwa również współczesne polityczne spory. Pytanie brzmi jednak, czy my pozostaniemy wierni Temu, który na nim umarł.
Bo przyjdzie dzień, w którym nie będziemy sądzeni z liczby zdobytych głosów, politycznych sukcesów ani medialnych zwycięstw. Staniemy przed Chrystusem. Wtedy nie zapyta nas, jak skutecznie broniliśmy własnych interesów. Zapyta, czy byliśmy wierni prawdzie. Zapyta, czy uszanowaliśmy Jego krzyż. Zapyta, czy nie pozwoliliśmy, aby znak zbawienia został sprowadzony do roli narzędzia tego świata.
I obyśmy wtedy mogli odpowiedzieć z czystym sumieniem, że pozostaliśmy wierni Krzyżowi, ponieważ wiedzieliśmy, że Krzyż należy wyłącznie do Chrystusa.
Droga wiary, która trwa
Narodowy Kościół Katolicki to wspólnota tradycji starokatolickiej. Miejsce, w którym wiara dojrzewa w modlitwie, ciszy i we wspólnocie ludzi szukających Boga.
Dowiedz się więcej