List pasterski
List pasterski na Uroczystość Świętych Apostołów Piotra i Pawła
„Łaska wam i pokój od Boga, Ojca naszego, i Pana Jezusa Chrystusa” (Rz 1,7).
Do duchownych i świeckich, do poszukujących, wątpiących i zmęczonych, do wszystkich, którzy w Chrystusie próbują odnaleźć drogę ku prawdzie.
Umiłowani Siostry i Bracia w Chrystusie,
Kościół stawia dziś przed nami dwóch ludzi, których historia chrześcijaństwa nauczyła się nazywać filarami apostolskiej wiary. Piotra i Pawła. Tak łatwo jednak wypowiedzieć te dwa imiona razem, że można nie zauważyć, jak wiele napięcia kryje się pomiędzy nimi. Jak odmienne były ich drogi, charaktery, doświadczenia, sposoby myślenia i rozumienia własnego powołania. Jeden był rybakiem z Galilei, drugi człowiekiem wykształconym, zakorzenionym w tradycji faryzejskiej. Jeden chodził z Jezusem drogami Galilei i Judei, drugi nie należał do grona uczniów towarzyszących Jezusowi przed Paschą. Jeden wyznał: „Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga żywego” (Mt 16,16), a później ze strachu powiedział, że Jezusa nie zna. Drugi był przekonany, że służy Bogu, kiedy prześladował tych, którzy wyznawali imię Chrystusa.
A jednak Kościół nie wspomina ich osobno. To samo w sobie jest teologią. Piotr i Paweł stoją obok siebie, ponieważ Kościół nie został zbudowany z ludzi jednakowych. Został zbudowany z ludzi pojednanych w Chrystusie. Nie z ludzi bezbłędnych, lecz z ludzi przemienionych łaską. Nie z ludzi, którzy nigdy nie upadli, lecz z takich, którzy pozwolili Bogu podnieść się ze swojego upadku. Dlatego uroczystość Świętych Apostołów Piotra i Pawła nie może być dla nas jedynie wspomnieniem dwóch wielkich postaci pierwszego wieku. Jest ona pytaniem o samą naturę Kościoła. Kim bowiem jest Kościół, jeżeli jego fundament apostolski został powierzony ludziom tak bardzo ludzkim?
I. Kościół nie stoi na doskonałości człowieka W Ewangelii według świętego Mateusza Jezus mówi do Szymona: „Ty jesteś Piotr i na tej skale zbuduję mój Kościół” (Mt 16,18). Słowa te należą do najważniejszych tekstów eklezjologicznych Nowego Testamentu. Nie wolno ich pomniejszać. Nie wolno ich również odrywać od całej historii Piotra.
Ten sam Piotr, który słyszy obietnicę skały, chwilę później sprzeciwia się drodze krzyża i słyszy od Jezusa surowe: „Zejdź mi z oczu, szatanie” (Mt 16,23). Ten sam Piotr zapewnia, że jest gotów umrzeć wraz z Chrystusem, a następnie trzykrotnie zaprzecza, że Go zna. Ten sam Piotr po Zmartwychwstaniu nie otrzymuje od Jezusa pytania o kompetencje, władzę czy pierwszeństwo. Słyszy pytanie znacznie bardziej wymagające: „Szymonie, synu Jana, czy miłujesz Mnie?”
(J 21,16). Dopiero potem pada: „Paś owce moje” (J 21,17). Nie sposób zrozumieć chrześcijańskiej posługi bez zachowania tej kolejności. Najpierw miłość, potem pasterzowanie.
Najpierw spotkanie z własną słabością, potem odpowiedzialność za innych. Najpierw przebaczenie, potem urząd. Władza w Kościele oderwana od miłości staje się administracją. Władza oderwana od krzyża staje się dominacją.
Władza oderwana od świadomości własnego grzechu łatwo przemienia się w duchową przemoc.
Chrystus nie powierza Piotrowi owiec dlatego, że Piotr nigdy nie zawiódł. Powierza mu je po tym, jak Piotr boleśnie odkrył prawdę o sobie. To rozróżnienie jest fundamentalne. Piotr może paść owce Chrystusa nie dlatego, że jest bezgrzeszny, lecz dlatego, że wie już, co znaczy potrzebować miłosierdzia.
Święty Jan Chryzostom dostrzegał właśnie w słowach „Paś owce moje” sprawdzian miłości do Chrystusa. Pasterzowanie nie jest więc przywilejem otrzymanym ponad Kościołem, lecz służbą wykonywaną ze względu na Chrystusa i Jego lud.
Im dłużej człowiek żyje i im dłużej służy Kościołowi, tym bardziej powinien rozumieć tę prawdę. Z czasem bowiem coraz mniej imponują tytuły, stroje, zaszczytne miejsca i ceremonialne pierwszeństwo. Coraz wyraźniej widać natomiast cenę słowa wypowiedzianego bez miłości, decyzji podjętej bez słuchania, człowieka pozostawionego samego dlatego, że łatwiej było obronić instytucję niż pochylić się nad jego raną.
Można mieć urząd i zgubić Ewangelię. Można znać prawo kościelne i nie znać serca człowieka. Można mówić o sukcesji apostolskiej, a żyć tak, jakby Apostołowie nigdy nie oddali życia za Chrystusa. Sukcesja apostolska jest czymś znacznie większym niż genealogia święceń. Jest sukcesją odpowiedzialności. Następca Apostołów nie jest człowiekiem, który dziedziczy ich honor. Jest człowiekiem, który dziedziczy ich obowiązek świadczenia.
II. Piotr jest pierwszy, ale nie jest sam Kościół tradycji starokatolickiej nie potrzebuje pomniejszać Piotra, aby zachować synodalne i kolegialne rozumienie Kościoła. Przeciwnie, należy Piotrowi oddać dokładnie to miejsce, jakie ukazuje Pismo Święte i starożytna Tradycja, ani mniej, ani więcej. Piotr zajmuje niewątpliwie szczególne miejsce pośród Dwunastu. Jego imię pojawia się na czele katalogów apostolskich. On przemawia w dniu Pięćdziesiątnicy. Do niego skierowane są słowa o skale i kluczach. Jemu Zmartwychwstały powierza pasterską troskę. Ale Nowy Testament nie przedstawia Piotra jako człowieka stojącego ponad Kościołem, poza Kościołem lub w oderwaniu od Kolegium Apostolskiego.
W Dziejach Apostolskich widzimy Kościół, który rozeznaje wspólnie. Podczas zgromadzenia jerozolimskiego Piotr przemawia, przemawiają również Paweł i Barnaba, Jakub zabiera głos, a rozstrzygnięcie zostaje przedstawione słowami: „Postanowiliśmy bowiem, Duch Święty i my” (Dz 15,28). To niezwykłe zdanie zawiera w sobie jedną z najgłębszych biblijnych ikon synodalności. Nie jeden człowiek działa tutaj w oderwaniu od całego Ciała, lecz wspólnota apostolska rozeznaje pod działaniem Ducha Świętego. Kościół nie jest demokracją religijną, ale nie jest również duchową monarchią. Jest communio, wspólnotą ochrzczonych zgromadzonych wokół Chrystusa, wsłuchujących się razem w Ducha Świętego, pozostających w jedności wiary, Eucharystii i posługi apostolskiej.
Święty Cyprian z Kartaginy pisał, że Chrystus rozpoczął ukazywanie jedności od jednego, ale równocześnie stwierdzał o pozostałych Apostołach, że byli tym, czym Piotr, uczestnicząc w tej samej godności i władzy. Dla starożytnej eklezjologii Piotr był więc znakiem jedności Kolegium Apostolskiego, a nie człowiekiem znoszącym jego kolegialność.
Właśnie tutaj znajduje się jedna z zasadniczych intuicji katolicyzmu tradycji starokatolickiej. Pierwszeństwo może służyć Kościołowi, może być znakiem jedności i może mieć znaczenie porządkujące, lecz nie może zostać oderwane od synodalności, kolegialności biskupów, odpowiedzialności całego Kościoła i prymatu samego Chrystusa. Urząd istnieje wewnątrz komunii, a nie ponad nią. Posługa pierwszeństwa ma sens wtedy, gdy służy jedności, nie zaś wtedy, gdy zastępuje wspólne rozeznawanie Kościoła.
Nie jest to odrzucenie Piotra. Jest to pytanie o to, jak Piotra rozumiała starożytna wspólnota Kościołów. Starokatolicka odpowiedź nie prowadzi do Kościoła bez porządku, bez episkopatu czy bez odpowiedzialności pasterskiej. Prowadzi natomiast do takiego rozumienia urzędu, w którym pierwszeństwo pozostaje we wspólnocie, autorytet nie zostaje wyłączony spod odpowiedzialności, a jeden nie staje ponad wszystkimi, lecz służy jedności tych, którzy wspólnie ponoszą odpowiedzialność za depozyt wiary.
III. Paweł, czyli człowiek zatrzymany przez łaskę Jeżeli Piotr uczy Kościół, że słabość nie przekreśla powołania, Paweł pokazuje coś jeszcze bardziej radykalnego. Bóg potrafi wejść w życie człowieka, który jest całkowicie przekonany, że ma rację. To być może jeden z najbardziej niebezpiecznych stanów duchowych. Paweł nie prześladował Kościoła dlatego, że był obojętny wobec Boga. Prześladował go dlatego, że był przekonany o swojej gorliwości. To powinno nas niepokoić. Można bowiem walczyć o Boga przeciwko Bogu. Można bronić prawdy tak, że rani się Tego, który powiedział: „Ja jestem prawdą” (J 14,6). Można zachowywać prawo i utracić miłość. Można być gorliwym religijnie, a równocześnie pozostać ślepym.
Dlatego droga do Damaszku rozpoczyna się od światła, ale Paweł po spotkaniu z Chrystusem przestaje widzieć. Paradoks jest niezwykły. Dopóki był pewny siebie, uważał, że widzi. Kiedy spotkał Prawdę, odkrył swoją ślepotę. Dopiero wtedy mógł naprawdę przejrzeć.
Paweł nigdy o tym nie zapomniał. Po latach działalności apostolskiej napisze: „Jestem najmniejszy ze wszystkich apostołów” (1 Kor 15,9). A gdy doświadcza własnej słabości, słyszy: „Wystarczy ci mojej łaski” (2 Kor 12,9). Chrześcijaństwo nie polega więc na tym, że człowiek staje się wystarczająco silny dla Boga. Chrześcijaństwo rozpoczyna się wtedy, gdy człowiek pozwala, aby Bóg okazał się wystarczająco silny w nim.
To szczególnie ważne dla duchownych. Kapłaństwo i biskupstwo nie usuwają ludzkiej kruchości. Święcenia nie są sakramentem osobistej doskonałości. Łaska urzędu nie eliminuje potrzeby nawrócenia tego, który urząd sprawuje. Człowiek może przez wiele lat głosić Ewangelię, a mimo to pewnego dnia odkryć, że pewnych jej słów sam jeszcze nie przyjął. Może mówić innym o przebaczeniu i latami nosić własną urazę. Może głosić zaufanie Bogu, a żyć w lęku. Może przepowiadać ubóstwo Chrystusa i coraz mocniej przywiązywać się do pozycji. Może mówić o wspólnocie, lecz bać się ludzi, którzy mają inne zdanie.
Dlatego nawrócenie duchownego nie kończy się w dniu święceń. W pewnym sensie właśnie wtedy staje się jeszcze pilniejsze. Paweł pozostawia Kościołowi niezwykle ważną zasadę: „Przechowujemy ten skarb w naczyniach glinianych” (2 Kor 4,7). Skarb jest święty, naczynie pozostaje gliniane. Problem zaczyna się wtedy, gdy naczynie zaczyna uważać siebie za skarb.
IV. Piotr i Paweł potrafili się również spierać Liturgiczne obrazy często pokazują obu Apostołów obok siebie w doskonałej harmonii. Pismo Święte jest bardziej uczciwe. W Liście do Galatów Paweł opisuje sytuację w Antiochii i mówi o Piotrze: „Sprzeciwiłem się mu otwarcie” (Ga 2,11). Ten fragment należałoby czytać w Kościele częściej, zwłaszcza tam, gdzie jedność myli się z milczeniem. Apostolska jedność nie polega bowiem na braku różnic. Nie oznacza również, że ten, kto sprawuje pierwszeństwo, przestaje podlegać braterskiemu napomnieniu. Piotr i Paweł różnili się, potrafili się spierać, a jednak należeli do jednego Chrystusa.
To jest głęboko katolickie. Katolickość nie jest jednolitością. Samo słowo katholikos wskazuje ku pełni, całości. Święty Ignacy Antiocheński pisał: „Gdzie jest Jezus Chrystus, tam jest Kościół katolicki”. Centrum katolickości nie jest zatem uniformizacja. Centrum katolickości jest Chrystus.
Dlatego Kościół może być jeden, nie będąc jednobarwny. Może zachować jedną wiarę, nie wymagając jednego temperamentu. Może posiadać wspólną Eucharystię, choć tworzą go ludzie różnych kultur, tradycji i sposobów myślenia. Może rozeznawać prawdę w napięciu, jeżeli tylko spór nie staje się walką o zwycięstwo nad człowiekiem.
To szczególnie ważne w naszej epoce. Żyjemy w czasie, w którym różnica zdań niemal natychmiast zostaje uznana za wrogość. Także chrześcijanie ulegają tej logice. Tworzymy obozy. Przyklejamy etykiety. Zamiast pytać, czy drugi człowiek ma rację, pytamy, do której grupy należy. Zamiast słuchać argumentu, sprawdzamy nazwisko jego autora. Piotr i Paweł uczą innego Kościoła, takiego, w którym można powiedzieć bratu: „mylisz się”, nie przestając nazywać go bratem, w którym prawda nie potrzebuje nienawiści, a jedność nie jest ceną płaconą za milczenie sumienia.
V. Apostolskość nie jest muzeum Kościół tradycji starokatolickiej odwołuje się do wiary starożytnego i niepodzielonego Kościoła, do Pisma Świętego, świadectwa Ojców, symboli wiary i dogmatycznego dziedzictwa pierwszych soborów powszechnych. W tym duchu szczególnego znaczenia nabiera zasada świętego Wincentego z Lerynu: Id teneamus, quod ubique, quod semper, quod ab omnibus creditum est, a więc wezwanie, aby trwać przy tym, co w wierze Kościoła posiada rzeczywisty wymiar powszechności, ciągłości i apostolskiego zakorzenienia.
Nie oznacza to jednak archeologii kościelnej. Wierność Tradycji nie polega na próbie mechanicznego odtworzenia pierwszego wieku w wieku dwudziestym pierwszym. Tradycja nie jest zakonserwowaną przeszłością. Tradycja jest pamięcią Kościoła żyjącą w Duchu Świętym.
Kościół apostolski nie powtarza mechanicznie gestów Apostołów. Zachowuje ich wiarę, głosi tego samego Chrystusa, sprawuje tę samą Eucharystię, pozostaje w sukcesji apostolskiej i podejmuje tę samą misję wobec świata. Święty Ireneusz z Lyonu wskazywał na ciągłość Kościołów, ich nauczania oraz sukcesję tych, którym Apostołowie powierzali odpowiedzialność za wspólnoty. O Kościele rzymskim pisał przy tym jako o Kościele związanym z przepowiadaniem dwóch wielkich Apostołów, Piotra i Pawła.
To niezwykle istotne. Rzym starożytnej pamięci chrześcijańskiej jest miastem Piotra i Pawła, nie jednego bez drugiego. Piotr przypomina o jedności, Paweł przypomina o misji. Piotr przypomina o pasterskiej odpowiedzialności, Paweł przypomina, że Ewangelia nie może zostać zamknięta w granicach jednej kultury. Piotr przypomina o komunii, Paweł o wolności otrzymanej w Chrystusie. Obaj prowadzą do jednego ołtarza i obaj ostatecznie prowadzą pod krzyż.
VI. Eucharystia jest miejscem, gdzie Piotr i Paweł przestają być konkurentami Nieprzypadkowo katolickie rozumienie Kościoła osiąga swój najgłębszy wyraz w Eucharystii. Nie przy biurku biskupa, nie na synodzie, nie w kancelarii i nie nawet na ambonie, lecz przy stole Pańskim.
W starokatolickim rozumieniu Kościoła Eucharystia pozostaje centrum życia wspólnoty. Nie jest jedynie jednym z wielu nabożeństw ani tylko pobożnym wspomnieniem wydarzenia minionego. Jest sakramentalnym uczestnictwem w misterium Chrystusa, miejscem, w którym Kościół najpełniej staje się tym, czym jest, Ciałem Chrystusa zgromadzonym w jedności wiary, modlitwy i sakramentalnej obecności Pana.
Paweł ujmuje to bez żadnej dwuznaczności: „Ponieważ jeden jest chleb, przeto my, liczni, tworzymy jedno Ciało” (1 Kor 10,17). To jest eklezjologia Eucharystii. Kościół nie staje się jednym dlatego, że wszyscy jego członkowie mają taki sam charakter. Nie staje się jednym dlatego, że wszyscy myślą identycznie o każdej sprawie. Nie staje się jednym nawet dlatego, że podlegają tej samej administracji. Kościół jest jednym, ponieważ uczestniczy w jednym Chrystusie.
Dlatego każda Eucharystia osądza nasze podziały. Nie można przyjmować jednego Chleba i żywić pogardy dla człowieka klęczącego obok. Nie można pić z jednego Kielicha i budować własnej wielkości na upokorzeniu brata. Nie można mówić „Ciało Chrystusa”, a równocześnie uważać część tego Ciała za zbędną. Eucharystia jest sakramentem, który odbiera nam prawo do pogardy.
VII. Ich ostatnim argumentem była krew W pewnym momencie kończą się wszystkie traktaty. Kończy się egzegeza. Kończą się spory o władzę. Kończy się prestiż. Pozostaje pytanie, czy człowiek jest gotów oddać życie za to, co głosił.
Starożytna tradycja chrześcijańska od bardzo wczesnego okresu łączy świadectwo Piotra i Pawła z Rzymem. Ireneusz mówi o obu Apostołach w związku z tamtejszym Kościołem, a Jan Chryzostom wieki później pisał o Rzymie jako mieście szczególnie błogosławionym właśnie dlatego, że związało się ze świadectwem Piotra i Pawła.
Ostatecznie nie ich urzędy uczyniły ich największymi świadkami Chrystusa. Uczyniła ich nimi wierność aż do śmierci. Słowo „męczennik”, martys, oznacza przecież świadka. Piotr i Paweł przypominają więc Kościołowi, że prawdziwym sprawdzianem apostolskości nie jest to, ile posiadamy struktur, lecz za kogo jesteśmy gotowi cierpieć.
Nie pytam dziś przede wszystkim, czy potrafimy obronić Kościół. Pytam, czy potrafimy oddać życie za Chrystusa i człowieka, którego On nam powierzył. Bo można bronić instytucji tak zaciekle, że zapomina się, po co ona istnieje.
Kościół nie został ustanowiony, aby ocalić samego siebie. Został posłany, aby głosić Chrystusa. Jeżeli dla zachowania własnego bezpieczeństwa przestanie mówić prawdę, utraci apostolską odwagę. Jeżeli dla obrony własnego autorytetu przestanie słuchać skrzywdzonych, utraci wiarygodność. Jeżeli bardziej będzie obawiał się utraty ludzi niż utraty Ewangelii, pozostanie instytucją, ale przestanie być znakiem.
Paweł u kresu życia nie sporządza bilansu urzędów, które sprawował. Pisze prościej: „W dobrych zawodach wystąpiłem, bieg ukończyłem, wiary ustrzegłem” (2 Tm 4,7). To wystarcza.
VIII. Kościół przyszłości będzie musiał być bardziej apostolski, nie mniej Żyjemy w świecie, w którym samo słowo „Kościół” nie budzi już automatycznie zaufania. I nie wszystko możemy zrzucić na sekularyzację, media albo zmianę obyczajów. Część tej utraty zaufania jest rachunkiem wystawionym chrześcijanom za nasze własne niewierności, za pychę, za milczenie, za traktowanie autorytetu jak własności, za mylenie jedności z posłuszeństwem człowiekowi, za język, w którym łatwiej było potępić niż zrozumieć, za sytuacje, w których broniliśmy świętości instytucji, zapominając o świętości człowieka.
Nie wolno nam się tego bać nazwać. Piotr również musiał stanąć wobec prawdy o sobie. Paweł również musiał upaść na ziemię. Może więc jedną z najbardziej apostolskich rzeczy, jakie Kościół może zrobić w naszych czasach, jest przestać udawać, że nie potrzebuje nawrócenia.
Ecclesia semper reformanda nie oznacza Kościoła dostosowującego Ewangelię do każdej epoki. Oznacza Kościół, który nieustannie pozwala Ewangelii osądzać samego siebie. To ogromna różnica. Nie świat jest miarą Kościoła, ale również Kościół nie jest miarą samego siebie. Miarą Kościoła jest Chrystus.
Dlatego starokatolicka wierność Kościołowi niepodzielonemu nie może oznaczać nostalgii. Ma oznaczać odwagę powracania do źródła po to, aby z tego źródła żyć dzisiaj. Narodowy Kościół Katolicki, pozostając Kościołem tradycji starokatolickiej, rozumie tę wierność jako trwanie przy katolickiej wierze zakorzenionej w Piśmie Świętym, Tradycji apostolskiej, świadectwie Ojców i sakramentalnym życiu Kościoła, a zarazem jako odpowiedzialność za jej żywe i uczciwe głoszenie współczesnemu człowiekowi.
Struktura biskupia i synodalna, właściwa temu rozumieniu Kościoła, ma służyć właśnie tak pojmowanej komunii. Kościół lokalny zgromadzony wokół biskupa i Eucharystii nie jest jedynie jednostką administracyjną. Jest rzeczywistym miejscem obecności jednego, świętego, katolickiego i apostolskiego Kościoła, pozostającym zarazem w komunii z całym Ciałem Chrystusa.
Biskup nie stoi zatem poza Kościołem. Prezbiter nie stoi ponad wspólnotą. Świecki nie jest jedynie odbiorcą decyzji duchowieństwa. Wszyscy przez chrzest zostaliśmy włączeni w jedno Ciało. Posługi są różne, odpowiedzialność jest różna, charyzmaty są różne, ale Pan jest jeden.
IX. Nie pytajmy tylko, kim był Piotr. Zapytajmy, gdzie dzisiaj jesteśmy my Można przeżyć uroczystość Apostołów Piotra i Pawła, podziwiając ich wielkość. Można jednak przeżyć ją inaczej. Można pozwolić, żeby ich życie zaczęło zadawać pytania.
Piotr pyta nas, czy kochamy Chrystusa bardziej niż własną pozycję, czy potrafimy powiedzieć „nie wiem”, czy po własnym upadku staliśmy się bardziej miłosierni dla upadków innych i czy powierzonych nam ludzi traktujemy jak owce Chrystusa, czy jak swoją własność. Paweł pyta, czy potrafimy dopuścić możliwość, że w jakiejś sprawie to właśnie my potrzebujemy nawrócenia, czy bronimy Boga, czy własnego obrazu Boga, czy Ewangelia nadal potrafi zmienić nasze poglądy i czy człowiek stojący po drugiej stronie naszego sporu pozostaje dla nas bratem.
A obaj pytają Kościół, czy jesteśmy jeszcze gotowi ponieść cenę prawdy. Nie cenę cudzej krzywdy, nie cenę czyjegoś wykluczenia, nie cenę pogardy, ale własną cenę. Apostoł nie jest bowiem człowiekiem, który każe innym cierpieć za swoją wiarę. Apostoł jest człowiekiem gotowym samemu cierpieć za Tego, któremu uwierzył.
X. „Ty jesteś Mesjasz” U kresu tego rozważania trzeba powrócić do Cezarei Filipowej. Jezus pyta: „A wy za kogo Mnie uważacie?” (Mt 16,15). To pytanie poprzedza wszystko. Poprzedza Piotra. Poprzedza episkopat. Poprzedza synody. Poprzedza nasze tradycje kościelne. Poprzedza nawet nasze rozumienie Kościoła.
Piotr odpowiada: „Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga żywego” (Mt 16,16). I właśnie na tym wyznaniu rozpoczyna się droga Kościoła. Nie na Piotrze odłączonym od Chrystusa. Nie na urzędzie istniejącym dla samego siebie. Nie na ludzkiej sile. Na wierze, że Jezus jest Chrystusem.
Jeżeli Kościół przestanie prowadzić do Niego, wszystkie nasze struktury staną się puste. Jeżeli biskup przestanie wskazywać na Niego, jego mitra będzie jedynie nakryciem głowy. Jeżeli kapłan przestanie łamać dla ludzi Słowo i Chleb, pozostanie funkcjonariuszem religii. Jeżeli teolog przestanie klękać przed Tajemnicą, jego teologia stanie się jedynie wiedzą o Bogu, którego już nie słucha. Jeżeli chrześcijanin przestanie kochać, jego ortodoksja nie ocali świata.
Piotr i Paweł nie proszą nas dzisiaj, abyśmy ich podziwiali. Proszą, abyśmy poszli tam, dokąd oni poszli, ku Chrystusowi, a następnie z Chrystusem ku człowiekowi, ku temu, który wierzy, ku temu, który zwątpił, ku temu, który odszedł, ku temu, którego Kościół zranił, ku temu, którego nikt nie chce słuchać, ku temu, którego poglądy nas drażnią, ku temu, który stoi daleko.
Bo Chrystus nadal pyta Piotra: „Czy miłujesz Mnie?”, a Pawła nadal posyła: „Idź”. Kościół żyje pomiędzy tymi dwoma słowami. Miłuj i idź. Jeżeli zabraknie pierwszego, misja stanie się przemocą. Jeżeli zabraknie drugiego, miłość stanie się wygodnym uczuciem bez odpowiedzialności.
Dlatego w uroczystość Świętych Apostołów Piotra i Pawła prośmy Boga nie tyle o Kościół silniejszy, ile o Kościół wierniejszy. Nie o Kościół bardziej wpływowy, lecz bardziej ewangeliczny. Nie o Kościół, którego nikt nie krytykuje, lecz o Kościół, który ma odwagę słuchać także krytyki. Nie o pasterzy, którzy nigdy się nie mylą, lecz o pasterzy zdolnych do nawrócenia. Nie o wiernych jednakowo myślących, lecz o wspólnotę tak głęboko zakorzenioną w Chrystusie, że różnica nie będzie musiała rodzić wrogości. Nie o powrót do przeszłości, lecz o wierność tej apostolskiej Ewangelii, która była żywa wczoraj, jest żywa dzisiaj i pozostanie żywa, gdy nas już nie będzie.
Piotr umarł. Paweł umarł. Imperium, które ich skazało, przeminęło. Chrystus żyje. I dlatego Kościół wciąż może zaczynać od nowa. Niech więc Bóg, który uczynił z rybaka pasterza, a z prześladowcy Apostoła narodów, również nas przemienia. Niech odbiera nam fałszywą pewność siebie, ale nie odbiera odwagi. Niech uwalnia nas od pychy, ale nie od odpowiedzialności. Niech uczy nas mówić prawdę bez nienawiści, służyć bez dominowania, przewodzić bez poniżania, słuchać bez lęku i wierzyć bez zamykania Boga w granicach naszych własnych przekonań.
A kiedy kiedyś przyjdzie czas, w którym nie pozostanie już nic do powiedzenia, oby również o nas można było powiedzieć słowami Apostoła: „Bieg ukończyłem, wiary ustrzegłem” (2 Tm 4,7).
Niech Chrystus, Syn Boga żywego, którego wyznał Piotr i którego głosił Paweł, zachowa swój Kościół w jedności, prawdzie i miłości. Niech Duch Święty prowadzi nas ku pełni życia w Chrystusie, ku wierności apostolskiej wierze i ku wspólnocie, która nie tylko strzeże otrzymanego dziedzictwa, lecz potrafi nim żyć i przekazywać je następnym pokoleniom. Niech nasze wspólnoty pozostają miejscem Eucharystii, pojednania i służby, a świadectwo Apostołów niech nie będzie jedynie wspomnieniem minionej epoki, lecz nieustannym wezwaniem do wierności, odwagi i odpowiedzialności.
Kościół jest apostolski nie wtedy, gdy tylko pamięta Apostołów, lecz wtedy, gdy nadal żyje tym, za co oni oddali życie. Amen.