Przejdź do treści
31 października 2026

List pasterski

List pasterski na uroczystość Wszystkich Świętych

Zwierzchnik Kościoła ✠ Robert Matysiak NCC

31 października 2026

Umiłowani w Chrystusie Siostry i Bracia!

W uroczystość Wszystkich Świętych stajemy wobec obietnicy, która sięga głębiej niż nasze pragnienie przetrwania śmierci. Bóg pragnie udzielić nam swojego życia. Chce przyjąć człowieka do takiej wspólnoty ze sobą, w której miłość nie będzie już raniona przez lęk, kłamstwo ani grzech. Święci są świadkami spełnienia tej obietnicy. W ich życiu odsłania się przyszłość, dla której zostaliśmy stworzeni i odkupieni. Dlatego dzisiejsza uroczystość dotyczy każdego z nas, również tego, kto przychodzi z poczuciem zmarnowanych lat, z niepokojem sumienia albo z przekonaniem, że na prawdziwą przemianę jest już za późno.

Kiedy wyznajemy świętość Boga, stajemy wobec pełni życia, którego zło nie potrafi skazić, a śmierć nie może ograniczyć. Ta nieskończona odmienność Boga nie oznacza Jego oddalenia. W Jezusie Chrystusie Święty wszedł w ludzką historię, przyjął nasze ciało i zbliżył się do tych, których inni uznali za niegodnych bliskości. Dlatego uświęcenie człowieka dokonuje się przez komunię z Nim. Im głębiej Bóg udziela nam siebie, tym prawdziwiej stajemy się sobą, zdolni do wolności, która nie potrzebuje poniżać, i do miłości, która nie chce posiadać drugiego człowieka.

Kościół kieruje dziś nasz wzrok ku wielkiej rzeszy stojącej przed tronem Boga i przed Barankiem. Apokalipsa ukazuje ludzi ze wszystkich narodów, pokoleń i języków, których mnogość przekracza możliwość policzenia (por. Ap 7,9). W centrum tego zgromadzenia znajduje się Chrystus. To ku Niemu zwracają się ocaleni i Jemu zawdzięczają swoje zbawienie. Ten obraz uczy nas pokory wobec tajemnicy Bożego działania. Nie znamy wszystkich dróg, na których łaska dociera do ludzkiego serca. Znamy natomiast Tego, który oddał życie za świat, i właśnie Jemu powierzamy naszą nadzieję.

W bieli szat zbawionych kryje się paradoks: zostały wybielone we krwi Baranka (por. Ap 7,14). U początku ich świętości stoi miłość Ukrzyżowanego, który wszedł w rzeczywistość ludzkiego grzechu i przyjął jego śmiertelne następstwa, sam pozostając bez grzechu. Jego zmartwychwstanie objawia zwycięstwo tej miłości. Świętość rodzi się z przyjęcia odkupienia, którego sami nie moglibyśmy dokonać. Nawet najwierniejsze życie chrześcijańskie pozostaje odpowiedzią na dar, który nas uprzedził. Uznanie tego pierwszeństwa łaski uwalnia zarówno od pychy człowieka zadowolonego z siebie, jak i od rozpaczy tego, który widzi już tylko własne upadki.

Święty Jan prowadzi nas jeszcze głębiej, przypominając, że już teraz jesteśmy dziećmi Bożymi, choć pełnia naszego przeznaczenia pozostaje ukryta. „Będziemy do Niego podobni, bo ujrzymy Go takim, jakim jest” (1 J 3,2). W tych słowach zawiera się zdumiewająca prawda o człowieku. Zostaliśmy powołani do uczestnictwa w życiu Boga (por. 2 P 1,4). Ojciec przyjmuje nas w swoim Synu, a Duch Święty przemienia nasze serca, uzdalniając je do miłości, która pochodzi od Niego. Zachowujemy własną, stworzoną tożsamość, a zarazem otrzymujemy udział w tym, czego żadne stworzenie nie może dać sobie samo. Łaska uzdalnia naszą wolność do odpowiedzi, której Bóg oczekuje z miłością i której za nas nie podejmie.

Ta tajemnica dotyka najbardziej osobistych miejsc naszego życia. Bóg zna imię człowieka, którego inni sprowadzili do jego winy, choroby albo niepowodzenia. Zna również prawdę o tym, kogo otacza szacunek, choć jego sumienie od dawna próbuje zagłuszyć wołanie skrzywdzonego. Świętość wymaga zgody na spotkanie z Bogiem w tej właśnie prawdzie. Jego światło odsłania nas po to, by nas uzdrowić. Dlatego droga do Niego prowadzi przez nawrócenie, które może boleć, ponieważ rozstajemy się z własnymi usprawiedliwieniami. Łaska pozwala uczynić ten krok bez utraty nadziei.

Ewangelia Błogosławieństw ukazuje kształt życia otwartego na królestwo Boga (por. Mt 5,1 nn.). Jej słowa stają się zrozumiałe, kiedy patrzymy na Jezusa. W Nim widzimy ubóstwo serca całkowicie powierzonego Ojcu, łagodność wolną od przemocy i miłosierdzie, które przywraca człowiekowi godność. Świętość chrześcijańska polega na takim zjednoczeniu z Chrystusem, aby Jego sposób miłowania stawał się stopniowo naszym sposobem istnienia. Wymaga to codziennej wierności, a zarazem przekracza siłę samego postanowienia. Dlatego modlimy się o Ducha Świętego, który może przemienić także to, czego własnym wysiłkiem nie potrafimy w sobie poruszyć.

Błogosławieństwa podważają nasze wyobrażenia o udanym życiu. Uczą przyjmować zależność od Boga i dostrzegać godność ludzi pozbawionych znaczenia. Otwierają oczy na cudzy ból, budzą pragnienie sprawiedliwości i wzywają do pracy na rzecz pokoju. Pod ich osądem staje również religijność, która pozwala nam czuć się bezpiecznie, choć nie zmienia sposobu traktowania bliźnich. Słuchając Jezusa, musimy zapytać, co dzieje się z człowiekiem, który znalazł się w zasięgu naszej władzy, naszych słów i naszych decyzji. Czy dzięki nam łatwiej mu uwierzyć, że jest umiłowany przez Boga?

Szczególnej odpowiedzialności wymaga głoszenie tych słów ludziom cierpiącym. Obietnica pocieszenia zobowiązuje nas do obecności przy płaczących. Chrystusowa łagodność wymaga obrony człowieka przed przemocą, a miłosierdzie domaga się prawdy o wyrządzonej krzywdzie. Nie wolno nazywać świętością milczenia wymuszonego na ofierze ani żądać przebaczenia w sposób, który zwalnia sprawcę z odpowiedzialności. Człowiek zraniony ma prawo do ochrony i do czasu potrzebnego na odzyskiwanie sił. Naszym zadaniem jest pomóc mu rozpoznać bliskość Boga, którego imienia tak często używano bez szacunku dla jego cierpienia.

Piszę o tym ze świadomością, że słowo wzywające do nawrócenia najpierw osądza tego, kto je wypowiada. Posługa pasterza stawia mnie wobec szczególnej odpowiedzialności za obraz Boga, jaki inni mogą odczytać z mojego postępowania. Głoszenie świętości zobowiązuje do gotowości przyjęcia upomnienia, do słuchania ludzi, których łatwo przeoczyć, i do uznania własnej winy bez zasłaniania się urzędem. W dniu Wszystkich Świętych proszę Boga również o taką łaskę: abym umiał przyjąć prawdę, której sam potrzebuję, zanim uczynię ją wezwaniem skierowanym do innych.

Cały Kościół żyje z uświęcającej obecności Chrystusa. Otrzymany dar czyni nas odpowiedzialnymi za sposób życia naszych wspólnot. Gdy troska o dobre imię instytucji prowadzi do ukrywania krzywdy, sprzeciwiamy się Temu, którego mamy głosić. Gdy zachowanie wpływów staje się ważniejsze od wierności Ewangelii, potrzebujemy nawrócenia. Przyszłość Kościoła rozstrzyga się także w gotowości poniesienia kosztu prawdy. Wspólnota odzyskuje wiarygodność, kiedy można w niej bezpiecznie powiedzieć o cierpieniu, otrzymać pomoc i zobaczyć, że odpowiedzialność dotyczy również tych, którzy sprawują władzę.

Uroczystość Wszystkich Świętych pozwala nam dostrzec, jak wiele życia Bożego pozostaje poza zasięgiem publicznego uznania. Z wdzięcznością myślimy o ludziach, których wierność znali jedynie najbliżsi, a czasem tylko sam Bóg. O tych, którzy dochowywali uczciwości, choć przynosiło im to stratę, opiekowali się bezradnymi i podejmowali trud naprawienia wyrządzonego zła. Ich codzienność przypomina, że odpowiedź na łaskę dokonuje się w konkretnych warunkach życia. Nie potrzebujemy innej historii, aby zacząć kochać. Potrzebujemy przyjąć Boga w tej historii, która rzeczywiście została nam powierzona.

Wierząc w świętych obcowanie, wyznajemy, że więź z Chrystusem włącza nas do wspólnoty szerszej niż to, co widzialne. Ci, którzy osiągnęli pełnię życia w Bogu, pozostają z nami zjednoczeni w Jego miłości. Ich bliskość jest owocem zwycięstwa Chrystusa nad śmiercią. Przyjmujemy ją z wdzięcznością, prosząc o wstawiennictwo i ucząc się wierności. W tej komunii nikt nie zawdzięcza zbawienia samemu sobie. Każdy został umiłowany, a otrzymana miłość otworzyła go na innych. Dlatego również nasza droga do Boga przebiega przez relacje, za które odpowiadamy.

Ta prawda powinna poruszyć nasze chrześcijańskie sumienia także tam, gdzie przyzwyczailiśmy się do wzajemnej obcości. Wspólny chrzest zobowiązuje do traktowania drugiego chrześcijanina z szacunkiem należnym komuś, kogo Chrystus przyjął do siebie. Różnice wymagają uczciwej rozmowy i cierpliwego rozeznawania. Nie dają nam prawa do pogardy. Stając wobec tajemnicy świętości, warto z pokorą dopuścić myśl, że Bóg może nas upomnieć i obdarować przez człowieka, którego nauczyliśmy się omijać. Wierność otrzymanej prawdzie powinna czynić serce bardziej zdolnym do miłości.

W tych dniach wielu z nas zanosi tęsknotę na cmentarze. Przy grobach wracają słowa niewypowiedziane i pytania, na które nie otrzymaliśmy odpowiedzi. Wiara pozwala przynieść je Bogu bez udawania wewnętrznego spokoju. Jezus płakał przy grobie Łazarza (por. J 11,35). Jego łzy pozwalają rozpoznać bliskość Boga w naszym bólu, a Jego zmartwychwstanie otwiera przed nami nadzieję, której sama pamięć nie mogłaby unieść. Powierzamy zmarłych miłosierdziu Pana, ufając, że zna ich całkowicie i kocha głębiej, niż my potrafiliśmy ich kochać. W modlitwie oddajemy Mu także to, czego między nami nie zdążyliśmy uzdrowić.

Chrześcijańska nadzieja obejmuje zmartwychwstanie ciała i życie świata, który Bóg odnowi. Cały człowiek jest przez Niego umiłowany. Także ciało, które cierpiało, pracowało i starzało się, należy do historii osoby powołanej do chwały. Wyznając tę wiarę, przyjmujemy zobowiązanie do troski o człowieka w jego cielesnej bezradności. Sposób, w jaki odnosimy się do chorych, zależnych i umierających, ujawnia, czy nasza nadzieja naprawdę dotyka życia. Oczekiwanie zmartwychwstania uczy cierpliwej obecności przy ciele, które świat coraz częściej ocenia jedynie według sprawności i użyteczności.

Pozostaje również powaga sądu. Spotkanie z Bogiem odsłoni prawdę o naszym życiu, w tym o krzywdach, których nikt nie zdołał nazwać albo naprawić. Czyny człowieka mają znaczenie wieczne, ponieważ osoba, którą kochał lub ranił, ma znaczenie wieczne. Sąd Boży chroni nadzieję skrzywdzonych, że ich cierpienie nie zostanie zapomniane. Wzywa też każdego z nas do odpowiedzialności, zanim skończy się czas powierzonych nam decyzji. Z ufnością zwracamy się ku Sędziemu, który oddał za nas życie. Jego miłosierdzie pozwala stanąć w prawdzie i prosić o przebaczenie, a otrzymane przebaczenie zobowiązuje do przemiany.

Dlatego proszę Was, abyśmy nie odkładali nawrócenia na czas, którego nikt nam nie obiecał. Każdy może rozpoznać miejsce, w którym usłyszane dziś słowo domaga się odpowiedzi. Może trzeba przyznać się do kłamstwa, zwrócić cudzą własność, podjąć leczenie, poprosić o pomoc albo przestać poniżać kogoś, kto nie umie się obronić. Może trzeba wreszcie wysłuchać człowieka, którego od lat uciszamy. Nawrócenie przybiera konkretną postać, a jego prawdziwość potwierdza czas. Powierzajmy Bogu te decyzje w modlitwie, szukajmy pojednania i przyjmujmy łaskę sakramentów, która umacnia naszą wolność do dobra.

Do tych zaś, którzy próbują powstawać i wciąż upadają, kieruję słowo nadziei. Bóg widzi również wysiłek, którego nikt nie dostrzega, i zna ciężar, którego inni nie muszą dźwigać. Przynieście Mu własną bezradność. Pozwólcie też, by ktoś pomógł Wam ją unieść. Dojrzewanie w wierze może wymagać długiej cierpliwości, towarzyszenia i przyjmowania pomocy, która dociera do nas przez innych ludzi. W życiu człowieka skruszonego nawet bolesna prawda o słabości może stać się miejscem spotkania z łaską. Dzisiejsza uroczystość daje nam odwagę ufać, że Bóg potrafi doprowadzić swoje dzieło do spełnienia.

W Eucharystii Chrystus gromadzi nas przy sobie i daje nam udział w swoim życiu oddanym za świat. Przychodzimy z historią, której sami nie potrafimy odkupić, i otrzymujemy dar Jego obecności. Komunia z Nim przenika naszą codzienność, stawiając nas ponownie wobec ludzi, którym mamy służyć. Wraz z całym Kościołem oddajemy chwałę Ojcu przez Syna w Duchu Świętym, zjednoczeni także z tymi, którzy oglądają już Boga. W ten sposób przyszłość obiecana przez Pana jest obecna pośród naszej drogi i karmi wierność, której potrzebujemy dzisiaj.

Umiłowani, kiedy będziemy wracali od grobów do domów, zabierzmy ze sobą pytanie o życie, które jeszcze zostało nam powierzone. O człowieka, wobec którego możemy stać się bardziej cierpliwi, o prawdę, której możemy już dłużej nie unikać, o dobro, które możemy uczynić bez oczekiwania na uznanie. Właśnie tam odpowiadamy na powołanie do świętości. Wraz z Maryją, która zawierzyła słowu Boga, i ze wszystkimi świętymi prośmy o serce gotowe przyjąć Jego wolę. Niech Duch Święty prowadzi nas ku takiej miłości, w której inni rozpoznają cierpliwą obecność Chrystusa.

Powierzam Was Ojcu, który zna każdego z nas i pragnie naszego zbawienia. Szczególnie bliskością modlitwy obejmuję przeżywających żałobę, ludzi zranionych i tych, którym trudno dziś uwierzyć, że są komukolwiek potrzebni. Proszę również o Waszą modlitwę, abym wiernie szedł drogą, na którą Was zapraszam. Niech Pan doprowadzi nas do wspólnoty ze sobą, gdzie poznamy do końca, jak wielką miłością byliśmy otoczeni, i gdzie będziemy mogli odpowiedzieć na nią całym naszym odnowionym istnieniem.

Z serca Wam błogosławię w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.

/-/ ✠ Robert Matysiak NCC

Zwierzchnik Kościoła