Droga Krzyżowa – „Oto Człowiek”

28 marca, piątek III Tydzień Wielkiego Postu

Wprowadzenie

„Oto Człowiek” (J 19,5 – BBT). Te słowa wypowiada Poncjusz Piłat, człowiek z urzędu i z obojętności, wskazując na ubiczowanego Jezusa. Ale nie wie, że w jego ustach padają jedne z najważniejszych słów całej historii świata. Oto Człowiek – nie tylko ten Jezus, którego odrzucono, wyszydzono, ukrzyżowano. Oto Człowiek – który staje się ikoną każdego człowieka. Tego obok mnie. Tego we mnie.

W czasach, gdy zamieniliśmy słowo na emotkę, obecność na powiadomienie, a spotkanie twarzą w twarz na szklany ekran – potrzebujemy tej drogi. Potrzebujemy na nowo spojrzeć na człowieka. Na jego twarz, na jego krzyż, na jego drogę. Potrzebujemy odnowić w sobie umiejętność spotkania. Z mężem, z żoną, z dzieckiem. Z sąsiadem. Z nieznajomym. Z samotnym.

Chrystus nie przeszedł swej drogi w samotności. Spotykał ludzi. Ci, którzy Go mijali, zostawali odmienieni – jak Weronika, jak Szymon, jak płaczące kobiety. Ale byli też tacy, którzy Go nie dostrzegli. I dziś wielu mijamy, nie widząc ich cierpienia. Ta Droga Krzyżowa jest wezwaniem do przebudzenia – duchowego, ludzkiego, chrześcijańskiego. Bo oto człowiek.

WSTĘP

Prowadzący: W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego.

Wszyscy: Amen.

STACJA I – Pan Jezus skazany na śmierć

Kłaniamy Ci się, Panie Jezu Chryste, i błogosławimy Tobie,
– Żeś przez Krzyż i Mękę swoją świat odkupić raczył.

„Oto Człowiek” – mówi Piłat, wskazując na ubiczowanego Jezusa. Człowieka bezbronnego, milczącego, z twarzą poranioną i z ciałem, które stało się ikoną Miłości. I milknie. Bo wie, że wobec tego Człowieka słowa już nie wystarczą. Prawda została wypowiedziana – i natychmiast odrzucona.

Oto Człowiek – Bóg, który stał się człowiekiem, by objawić miłość bez końca – zostaje skazany przez tych, dla których przyszedł. Odrzucony przez swój lud, osamotniony przez przyjaciół, wydany w ręce tych, którzy nie chcą Go znać.

Historia człowieka zatacza tu dramatyczne koło: od ogrodu Eden po dziedziniec Piłata. Tam człowiek ukrył się przed Bogiem. Tu – odwraca się od Boga, który przyszedł go odnaleźć.

A czy ja nie stoję czasem w tym tłumie? Czy nie osądzam drugiego człowieka w sercu, zanim go poznam? Czy nie wybieram „Barabasza” – tego, co wygodne, co szybkie, co niekonfrontujące mnie z prawdą? Czy nie krzyczę – jeśli nie ustami, to sercem: „Precz z nim!”, gdy ktoś odsłania moje słabości, przypomina o moim zranieniu, konfrontuje mnie z moją niewiernością?

W naszych domach, wspólnotach, miejscach pracy, a nawet w Kościele – jak często wydajemy wyroki na siebie nawzajem, zanim się spotkamy. Zanim wysłuchamy. Zanim spojrzymy w oczy.

Jezus nie protestuje. Nie broni się. Milczy. Bo Jego milczenie jest bardziej wymowne niż wszystkie oskarżenia. W tym milczeniu objawia się odwieczna Miłość – gotowa przyjąć ciężar każdego osądu, by dać szansę zbawienia temu, kto osądza.

W tym milczeniu Bóg mówi:
„Choćbyś Mnie odrzucił – Ja ciebie nie odrzucę. Oto Człowiek. Oto ty. I oto Ja – z tobą.”

Panie Jezu, skazany przez ludzi, a jednak oddany ludziom – naucz mnie dostrzegać drugiego człowieka, zanim go osądzę. Obudź we mnie serce, które nie szuka winnych, ale dróg pojednania. Daj mi oczy, które nie tylko widzą, ale rozpoznają. Oto Człowiek – pomóż mi go spotkać naprawdę.

Któryś za nas cierpiał rany,
Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami.

– I Ty, któraś współcierpiała, Matko Bolesna, przyczyń się za nami.

STACJA II – Pan Jezus bierze krzyż na swoje ramiona

Kłaniamy Ci się, Panie Jezu Chryste, i błogosławimy Tobie,
– Żeś przez Krzyż i Mękę swoją świat odkupić raczył.

Jezus bierze krzyż. Nie dlatego, że musi. Nie dlatego, że został przymuszony. Bierze go z miłości – dobrowolnie, świadomie, w pokorze. W tym prostym geście objawia się nieskończona solidarność Boga z człowiekiem. Z każdym człowiekiem.

Krzyż, który Jezus przyjmuje, nie jest tylko kawałkiem drewna. To znak wszystkich ciężarów, jakie nosimy – tych widocznych i tych ukrytych. W drewnie tego krzyża zapisane są imiona świata. Także moje. I twoje. Także imię kapłana, który – z ważnych powodów – musiał odejść. W ciszy. W bólu. W prawdzie.

Krzyż Chrystusa to twarz każdego, kto dziś dźwiga swój los w milczeniu – sąsiadki wracającej nocą ze szpitala, mężczyzny, który stracił pracę, dziecka płaczącego bezgłośnie w pokoju. To twarz ludzi, których łatwo nie zauważyć. Ale Jezus ich widzi. I niesie.

W naszych czasach trudno zobaczyć krzyż drugiego człowieka. Patrzymy przez szybkę – dosłownie. Ekran telefonu filtruje rzeczywistość. Pokazuje tylko tyle, ile chcemy pokazać. Ukrywa to, co boli. Ale krzyż zawsze jest prawdziwy. Zawsze obecny. I zawsze ciężki.

Jezus nie tylko patrzy. On podchodzi i bierze. Pokazuje, że miłość nie ucieka od trudu. Że bliskość nie boi się ciężaru. Że być obok – naprawdę – to być tam, gdzie boli.

Panie Jezu, który przyjąłeś krzyż z miłości do mnie – naucz mnie nie odwracać wzroku, gdy ktoś obok mnie niesie swój ciężar. Daj mi serce, które nie ocenia, lecz podnosi. Daj mi obecność, która nie ucieka, lecz trwa. Oto człowiek – pomóż mi go dostrzec i kochać.

Któryś za nas cierpiał rany,
Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami.
– I Ty, któraś współcierpiała, Matko Bolesna, przyczyń się za nami.

STACJA III – Pan Jezus po raz pierwszy upada pod krzyżem

Kłaniamy Ci się, Panie Jezu Chryste, i błogosławimy Tobie,
– Żeś przez Krzyż i Mękę swoją świat odkupić raczył.

Upadek. Ciało Jezusa ugina się pod ciężarem belki. Ale przecież to nie tylko drewno Go przygniata. To nasze nieprzebaczenie, nasze uprzedzenia, nasze zamknięte oczy, kiedy trzeba było je otworzyć. Jezus upada, by wejść w głębię ludzkiego cierpienia – także tego najbardziej wstydliwego.

Upadek to dziś coś, co ukrywamy. Mało kto się do niego przyznaje. W mediach społecznościowych upadków się nie publikuje. Publikuje się sukcesy. Kolory. Uśmiechy. A jednak każdy z nas czasem upada – fizycznie, psychicznie, duchowo. I potrzebuje kogoś, kto nie przejdzie obojętnie.

Czy potrafię dostrzec, że ktoś obok mnie nie daje już rady? Że jego upadek to nie grzech, lecz wołanie o pomoc? Czy umiem być przy tym człowieku, nawet jeśli jego ból jest dla mnie niewygodny?

Jezus nie wstydzi się upaść. W tym geście odsłania prawdę: że nawet Syn Boży, który jest doskonałą Miłością, przyjmuje na siebie kruchość ludzkiego ciała. I że nie trzeba być silnym, by być świętym. Trzeba być obecnym. Współczującym. Wiernym. Oto człowiek – leżący w pyle, ale wciąż godny nieskończonej miłości.

Panie Jezu, który nie wzbraniałeś się przed upadkiem – naucz mnie nie odwracać się od tych, którzy upadają. Daj mi serce, które nie ocenia, ale podnosi. Pomóż mi pamiętać, że upadek to nie koniec, lecz miejsce, gdzie może zacząć się nowa miłość. Pomóż mi zniżyć się do drugiego człowieka, jak Ty zniżyłeś się do ziemi – by nas podnieść.

Któryś za nas cierpiał rany,
Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami.
– I Ty, któraś współcierpiała, Matko Bolesna, przyczyń się za nami.

STACJA IV – Pan Jezus spotyka swoją Matkę

Kłaniamy Ci się, Panie Jezu Chryste, i błogosławimy Tobie,
– Żeś przez Krzyż i Mękę swoją świat odkupić raczył.

Nie trzeba wielu słów, by zrozumieć, co dzieje się w tym momencie. Ona – Matka. On – Syn. Oczy w oczy. Serce w serce. Dwoje ludzi, którzy wiedzą wszystko, milcząc. Spotkanie najczystszej miłości z najgłębszym cierpieniem. Niewypowiedziana bliskość.

W świecie rozbitych relacji, rozdzielonych rodzin, pustych spojrzeń przy wspólnym stole – ta stacja woła do nas mocno: „Oto człowiek” – ten, którego kochasz, a którego być może przestałeś naprawdę widzieć.

Czy jeszcze potrafię zatrzymać się przy bliskiej osobie? Czy potrafię spojrzeć jej w oczy – nie przez ekran, ale naprawdę? Czy wiem, jak wygląda jej twarz, gdy milczy? Gdy cierpi? Gdy się boi?

Maryja nie może ulżyć Synowi w bólu. Ale jest. To wystarczy. Obecność jest miłością. Nie musi nic mówić. Jej oczy mówią wszystko. A Jezus – mimo krwi, bólu, udręki – patrzy na Nią z czułością. Bo Matka to ta, która jest zawsze.

W tym spotkaniu uczymy się największej lekcji: czasem nie trzeba nic mówić. Trzeba tylko być. Blisko. Wiernie. Całym sobą.

Panie Jezu, który spojrzałeś w oczy Matki w godzinie cierpienia – naucz mnie, że prawdziwe spotkanie nie potrzebuje słów. Daj mi serce, które nie ucieka od obecności. Pomóż mi nie zaniedbać tych, którzy są najbliżej. Naucz mnie być – nie tylko obok, ale naprawdę – przy.

Któryś za nas cierpiał rany,
Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami.
– I Ty, któraś współcierpiała, Matko Bolesna, przyczyń się za nami.

STACJA V – Szymon z Cyreny pomaga nieść krzyż Jezusowi

Kłaniamy Ci się, Panie Jezu Chryste, i błogosławimy Tobie,
– Żeś przez Krzyż i Mękę swoją świat odkupić raczył.

Szymon. Przechodził obok. Wracał z pola. Zajęty sobą. Nie szukał cierpienia, nie chciał wchodzić w czyjąś historię. I nagle – zmuszony, zatrzymany, pociągnięty. Dostał krzyż, który nie był jego. Spotkał człowieka, którego nie znał. A jednak – to właśnie on zapisuje się w Ewangelii jako ten, który niósł krzyż razem z Jezusem.

Ile razy my mijamy krzyż drugiego człowieka, bo „to nie moja sprawa”? Bo „mam swoje życie”? Bo „nie chcę się mieszać”? Ile razy ktoś obok nas upada – a my odwracamy wzrok?

Szymon został przymuszony. Ale może właśnie dlatego jego pomoc jest tak ludzka. Nieidealna. Prawdziwa. Bóg potrafi wziąć nasze zmęczenie, niechęć, opór – i zamienić je w coś świętego. Bo nawet niechciane dobro ma moc zbawczą.

W świecie, który gloryfikuje wybory i komfort, Jezus uczy nas, że miłość to czasem obowiązek – trudny, niespodziewany, ale święty. Oto człowiek – ten, który nie chciał, ale pomógł. I zmienił się na zawsze.

Panie Jezu, który przyjąłeś pomoc Szymona – naucz mnie nie uciekać od cudzych krzyży. Nawet wtedy, gdy mnie nie pytają o zgodę. Daj mi serce gotowe na niespodziewane wezwanie. Pomóż mi nie przejść obojętnie obok człowieka, którego postawiłeś na mojej drodze. Nawet jeśli nie jestem gotów – pomóż mi być.

Któryś za nas cierpiał rany,
Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami.
– I Ty, któraś współcierpiała, Matko Bolesna, przyczyń się za nami.

STACJA VI – Weronika ociera twarz Jezusowi

Kłaniamy Ci się, Panie Jezu Chryste, i błogosławimy Tobie,
– Żeś przez Krzyż i Mękę swoją świat odkupić raczył.

Weronika nie zmienia biegu wydarzeń. Nie powstrzymuje cierpienia, nie wstrzymuje wyroku, nie odsuwa krzyża. Ale robi coś większego: dostrzega twarz. Twarz skatowaną, zlaną potem i krwią. Twarz Boga, który jest Człowiekiem. Twarz Człowieka, który jest Bogiem.

Jej gest – tak prosty, że aż kruchy – przechodzi przez wieki. Jedno dotknięcie chusty. Jedna chwila odwagi. Jedna kobieta, która w tłumie nienawiści wybiera miłość. I zostaje jej za to podarowany cud – odbita twarz Jezusa. Bo kto kocha, ten zawsze niesie w sobie obraz Boga.

W świecie, w którym coraz rzadziej dotykamy się nawzajem – nie tylko fizycznie, ale i emocjonalnie – Weronika przypomina, że czułość jest drogą zbawienia. Jedno dobre słowo, jeden uśmiech, jeden gest – mogą stać się dla kogoś świętym odbiciem Chrystusa.

Czy potrafię podejść do tego, kto krwawi w środku? Kto zmęczony, samotny, zrezygnowany, nie pokazuje tego nikomu – a ja mogę go ocalić jednym spojrzeniem, jednym znakiem troski?

Oto człowiek – mówi Weronika, nie słowem, ale gestem. I staje się twarzą Ewangelii.

Panie Jezu, który przyjąłeś czułość Weroniki – naucz mnie widzieć Twoją twarz w drugim człowieku. Daj mi odwagę, by przebić się przez tłum obojętności. Naucz mnie zatrzymywać się nie tylko przy cierpieniu, ale przy samym człowieku. Pomóż mi nieść miłość – dotykiem, słowem, obecnością.

Któryś za nas cierpiał rany,
Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami.
– I Ty, któraś współcierpiała, Matko Bolesna, przyczyń się za nami.

STACJA VII – Pan Jezus po raz drugi upada pod krzyżem

Kłaniamy Ci się, Panie Jezu Chryste, i błogosławimy Tobie,
– Żeś przez Krzyż i Mękę swoją świat odkupić raczył.

Drugi upadek. Już nie zaskoczenie, ale coś głębszego. Kiedy pierwszy raz się potykamy, jest jeszcze nadzieja, że to tylko chwilowe. Ale drugi upadek boli bardziej. Bo zaczyna podważać wiarę w samego siebie. W to, że dam radę. W to, że jest sens.

Jezus upada, a my w Nim widzimy tych wszystkich, którzy mówią: „Już próbowałem”, „Już się podniosłem”, „Już wierzyłem… i znów się nie udało.” Oto człowiek – znużony, zawiedziony, zgaszony. Czy mam dla niego miejsce w swoim sercu?

Ile razy mijamy ludzi, którzy upadli nie pierwszy raz – i nie ostatni? Uwięzieni w nałogach, w samotności, w cichych dramatycznych wyborach. Mamy pokusę sądzić: „Sam jest sobie winien”. Ale Jezus – który nigdy nie był winien – upada. I czyni to świętym miejscem.

W drugim upadku nie ma już nawet Weroniki. Nie ma Szymona. Nie ma Matki. Jest Jezus i ziemia. Tylko tyle. I wystarczy.

W ten sposób pokazuje nam, że nawet wtedy, gdy wszystko się oddala, On się nie oddala. A my, jeśli chcemy być Jego uczniami, musimy umieć dostrzegać ludzi nie tylko wtedy, gdy się podnoszą, ale także wtedy, gdy nie mają już siły.

Panie Jezu, który po raz drugi upadłeś – naucz mnie cierpliwości wobec słabości drugiego człowieka. Wybaw mnie z pokusy oceniania tych, którzy walczą nieustannie. Daj mi serce, które wytrwale trwa przy tych, którym się nie udaje. Naucz mnie, że prawdziwa miłość rozpoznaje twarz Boga nawet w pyle upadku.

Któryś za nas cierpiał rany,
Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami.
– I Ty, któraś współcierpiała, Matko Bolesna, przyczyń się za nami.

STACJA VIII – Pan Jezus pociesza płaczące niewiasty

Kłaniamy Ci się, Panie Jezu Chryste, i błogosławimy Tobie,
– Żeś przez Krzyż i Mękę swoją świat odkupić raczył.

Wśród tłumu są one – kobiety, które nie przeszły obojętnie. Które nie uciekły w strachu. Które płaczą. Bo widzą człowieka, który cierpi.

I oto – paradoks tej stacji – Jezus, ten umęczony, poraniony, zdyszany, zatrzymuje się, by pocieszyć. On – który sam potrzebuje otuchy – mówi do nich: „Nie płaczcie nade Mną, płaczcie raczej nad sobą i nad waszymi dziećmi” (Łk 23,28 – BBT).

To wezwanie głęboko porusza. Bo Jezus pokazuje, że prawdziwe współczucie nie kończy się na emocji. Ma prowadzić do przemiany serca. Żal, który nie przemienia, jest tylko uczuciem. Ale żal, który rodzi decyzję – staje się pokutą, nowym życiem, nawróceniem.

W świecie, w którym współczucie często ogranicza się do kliknięcia „lubię to” pod czyjąś historią, Jezus przypomina: spotkanie z cierpieniem ma cię zmienić. Ma zburzyć iluzję, że wszystko możesz, że wszystko wiesz, że wszystko ci się należy. Ma obudzić twoje serce. Dla siebie. I dla innych.

Czy potrafię wzruszyć się nie tylko losem Jezusa, ale losem człowieka, który dziś cierpi na moich oczach? Czy mój żal prowadzi mnie do dobra? Do działania? Do modlitwy? Do przemiany?

Oto Człowiek – który pociesza, ucząc nas współodpowiedzialności.

Panie Jezu, który zatrzymałeś się, by pocieszyć innych – naucz mnie nie zatrzymywać się na łzach. Spraw, bym nie tylko wzruszał się Ewangelią, ale bym nią żył. Daj mi serce zdolne do współczucia, które prowadzi do działania. Naucz mnie płakać nie nad Bogiem, ale z Bogiem – nad światem, który potrzebuje miłości.

Któryś za nas cierpiał rany,
Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami.
– I Ty, któraś współcierpiała, Matko Bolesna, przyczyń się za nami.

STACJA IX – Pan Jezus po raz trzeci upada pod krzyżem

Kłaniamy Ci się, Panie Jezu Chryste, i błogosławimy Tobie,
– Żeś przez Krzyż i Mękę swoją świat odkupić raczył.

To już trzeci raz. Tym razem upadek jest inny. Cięższy. Głębszy. Tak jakby granice wytrzymałości zostały już przekroczone. Tak jakby już naprawdę nie było dalej drogi. Ale Jezus się nie cofa. Nie zrzuca krzyża. Nie mówi: „Dość”. On – który jest Bogiem – przyjmuje doświadczenie człowieka, który leży i nie może wstać.

Ileż to razy ktoś obok nas upada po raz trzeci, piąty, dziesiąty… I my, zamiast zbliżyć się do niego, odsuwamy się, zamykamy, mówimy: „już mu nie pomogę, już nie warto”. Ale Bóg nie zna takiego „już nie warto”.

Ten upadek to miejsce największego zjednoczenia z człowiekiem. Z tym, który jest na marginesie. Z tym, który nie ma już siły. Z tym, który leży na ławce w parku, na szpitalnym łóżku, we własnym cierpieniu. Jezus jest tam, gdzie my już nie chcemy patrzeć.

„Oto Człowiek” – z twarzą w kurzu, z ciałem słabym, ale z sercem, które kocha do końca.

Czy potrafię być przy kimś właśnie wtedy, gdy jego upadek mnie przeraża? Czy potrafię nie zrezygnować z drugiego człowieka, nawet gdy on sam zrezygnował z siebie? Czy umiem iść dalej, nie odchodząc, nie zamykając się?

To jest stacja pokory. Bo Bóg uczy mnie, że największe rzeczy dokonują się nie na szczytach, ale w prochu.

Panie Jezu, który upadasz po raz trzeci – daj mi serce, które nie rezygnuje. Naucz mnie być przy drugim człowieku aż do końca, niezależnie od tego, ile razy upadnie. Pomóż mi kochać tych, którzy przestali wierzyć w swoją godność. Przypomnij mi, że świętość zaczyna się tam, gdzie nie ma już sił, ale jest jeszcze miłość.

Któryś za nas cierpiał rany,
Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami.
– I Ty, któraś współcierpiała, Matko Bolesna, przyczyń się za nami.

STACJA X – Pan Jezus z szat obnażony

Kłaniamy Ci się, Panie Jezu Chryste, i błogosławimy Tobie,
– Żeś przez Krzyż i Mękę swoją świat odkupić raczył.

Obnażenie. Akt przemocy. Ostatnia próba odebrania godności Temu, który nigdy jej nie utracił. Jezus staje nagi wobec świata – jak Adam po grzechu. Ale nie z powodu winy. On jest niewinny. A jednak pozwala, by odebrano Mu wszystko, co zakrywa Jego człowieczeństwo.

W naszych czasach nie brakuje obnażeń. Ale brakuje szacunku. Często człowieka rozbieramy z godności jednym słowem, jedną plotką, jednym spojrzeniem. Upokorzenie stało się narzędziem społecznej siły. Jezus pozwala, by Go obnażono – ale nie po to, by to pochwalać. On wchodzi w samo centrum ludzkiego wstydu, by go uświęcić.

„Oto Człowiek” – nagi, zawstydzony, a jednak pełen majestatu. Bo prawdziwa godność nie zależy od ubrania, pozycji, słów. Prawdziwa godność wypływa z wnętrza. Z tego, kim jesteśmy w oczach Boga.

Czy potrafię widzieć człowieka poza jego historią, grzechem, etykietą, którą nosi? Czy umiem przyjąć drugiego w jego bezbronności? Czy umiem stanąć z szacunkiem wobec cudzej biedy?

Stajemy dziś wobec obnażonego Chrystusa, jak wobec lustra. I pytamy: czy pozwalam innym widzieć mnie prawdziwym? Czy mam odwagę być ubogi i szczery? Czy umiem zobaczyć prawdę o sobie bez lęku?

Panie Jezu, który dałeś się obnażyć – naucz mnie szanować każdego człowieka, szczególnie wtedy, gdy jest najbardziej bezbronny. Uświęć moją wrażliwość. Oczyść mój język i myśli z osądu. Daj mi serce, które potrafi zakryć cudzy wstyd czułością, a nie wyśmianiem. Przypomnij mi, że Twoja nagłość była pełnią Miłości.

Któryś za nas cierpiał rany,
Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami.
– I Ty, któraś współcierpiała, Matko Bolesna, przyczyń się za nami.

STACJA XI – Pan Jezus do krzyża przybity

Kłaniamy Ci się, Panie Jezu Chryste, i błogosławimy Tobie,
– Żeś przez Krzyż i Mękę swoją świat odkupić raczył.

Żelazo przebija ciało. Dłonie, które błogosławiły. Dłonie, które dotykały trędowatych. Dłonie, które łamały chleb i ocierały łzy – teraz przebite gwoździami. Nogi, które chodziły po drogach Galilei, szukały zagubionych, przyszły do nas – zostają unieruchomione. Serce bije – jeszcze – wśród trzasku młotów i wrzasku tłumu.

Czy można bardziej ogołocić człowieka? A jednak… Jezus się nie broni. Rozciągnięty na drzewie, rozpięty pomiędzy niebem a ziemią, staje się Pomostem. Otwiera ramiona – jak Ojciec w przypowieści o synu marnotrawnym. Przyjmuje wszystko. Także nasze gwoździe.

Bo to nie tylko rzymscy żołnierze Go przybijają. To także nasze zamknięte serca, nasze obojętności, nasze grzechy codzienne, które mówimy szeptem: „wszyscy tak robią”.

A On – bez słowa skargi – mówi przez milczenie: „Oto Człowiek” – gotowy umrzeć, by ocalić człowieka. Gotowy nie uciec. Gotowy pozostać.

Czy potrafię dziś spojrzeć na krzyż nie tylko jako na symbol, ale jako na odpowiedź? Odpowiedź Boga na wszystko, co we mnie zranione, zagubione, przybite. Czy potrafię przyjąć Jego wyciągnięte dłonie – i uwierzyć, że są skierowane ku mnie?

Panie Jezu, który pozwoliłeś się przybić do krzyża – naucz mnie wierności do końca. Naucz mnie być człowiekiem otwartych ramion. Daj mi odwagę nie uciekać z miejsc, gdzie trzeba kochać aż po ból. Naucz mnie, że prawdziwa wolność to nie ucieczka, ale przyjęcie tego, do czego mnie wzywasz.

Któryś za nas cierpiał rany,
Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami.
– I Ty, któraś współcierpiała, Matko Bolesna, przyczyń się za nami.

STACJA XII – Pan Jezus umiera na krzyżu

Kłaniamy Ci się, Panie Jezu Chryste, i błogosławimy Tobie,
– Żeś przez Krzyż i Mękę swoją świat odkupić raczył.

Godzina śmierci. Nadeszła. „Ojcze, w Twoje ręce powierzam ducha mojego” (Łk 23,46 – BBT). Ostatnie słowa Jezusa – nie są okrzykiem rozpaczy. Są zawierzeniem. Są westchnieniem miłości. Jezus nie umiera, bo Go zabito. Umiera, bo wydał samego siebie.

Z wysokości krzyża, Jego oczy widzą dalej niż jakikolwiek wzrok człowieka. Widzą tych, którzy stoją pod krzyżem, i tych, którzy uciekli. Widzą tych, którzy nienawidzą – i tych, którzy będą kochać. Widzą mnie i ciebie. I mówi: „Przebacz im…” (por. Łk 23,34 – BBT).

To stacja, przy której nie trzeba wiele mówić. Trzeba klęknąć. Trzeba pozwolić, by ten Krzyż przemówił do głębi naszej duszy. Nie jako ozdoba. Nie jako symbol. Ale jako życie – za mnie oddane. Jako dowód, że nie jestem sam.

W świecie, który boi się śmierci i cierpienia, Jezus pokazuje, że w śmierci nie ma końca, jeśli jest w niej Miłość. Pokazuje, że warto oddać wszystko, by ocalić choćby jednego człowieka.

„Oto Człowiek” – mówi teraz krzyż. Człowiek, który niczego nie zatrzymał dla siebie. Człowiek, który otworzył niebo – dla mnie.

Panie Jezu, który umarłeś na krzyżu – naucz mnie kochać aż do końca. Naucz mnie oddawać siebie w tym, co codzienne: w cierpliwości, w przebaczeniu, w czułości. Daj mi serce, które nie boi się śmierci, bo zna Twoją Miłość. Przypomnij mi, że krzyż nie jest końcem – ale bramą.

Któryś za nas cierpiał rany,
Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami.
– I Ty, któraś współcierpiała, Matko Bolesna, przyczyń się za nami.

STACJA XIII – Pan Jezus zdjęty z krzyża

Kłaniamy Ci się, Panie Jezu Chryste, i błogosławimy Tobie,
– Żeś przez Krzyż i Mękę swoją świat odkupić raczył.

Zdejmują Go z krzyża. Już nie żyje. Już nie mówi. Już nie oddycha. Ale każda rana, każda kropla krwi, każde rozciągnięcie ramion – mówi jeszcze głośniej niż słowa. Mówi: „To dla ciebie. Tak bardzo jesteś ważny.”

Ciało Jezusa trafia w ramiona Jego Matki. Maryja znów trzyma Go jak Dziecko. Ale już nie płacze. Bo wszystko się dopełniło. W Jej oczach – ból niepojęty i wiara niezłomna. W milczeniu tuli ciało, które już nie żyje – ale którego śmierć niesie życie całemu światu.

Czy potrafię być z drugim człowiekiem w jego śmierci – tej fizycznej, i tej codziennej, gdy coś w nim umiera: nadzieja, miłość, zaufanie? Czy potrafię przyjąć go z jego bólem, bez potrzeby naprawiania, tłumaczenia, wygłaszania mądrych słów?

Maryja nic nie mówi. Jej obecność wystarcza. Bo Miłość milczy najgłębiej, gdy obejmuje cierpienie.

„Oto Człowiek” – bezbrzeżnie oddany, całkowicie złożony w dłoniach Miłości.

Panie Jezu, którego martwe ciało spoczęło w ramionach Matki – naucz mnie być blisko tych, którzy przeżywają śmierć. Daj mi łaskę milczenia, które nie jest obojętnością, ale współczuciem. Uczyń mnie obecnością, która koi ból. Przypomnij mi, że nawet w śmierci jesteś z nami – przez serce Matki.

Któryś za nas cierpiał rany,
Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami.
– I Ty, któraś współcierpiała, Matko Bolesna, przyczyń się za nami.

STACJA XIV – Pan Jezus złożony do grobu

Kłaniamy Ci się, Panie Jezu Chryste, i błogosławimy Tobie,
– Żeś przez Krzyż i Mękę swoją świat odkupić raczył.

Grób. Miejsce ostatecznego milczenia. Wszystko się zatrzymało. Ciało Jezusa spoczywa owinięte w płótna. Jego oczy już nie patrzą. Jego usta już nie mówią. Jego serce już nie bije. A jednak… właśnie tu, w tej ciemności, zaczyna się świt Zmartwychwstania.

Złożenie do grobu to nie tylko gest pogrzebania ciała. To akt zawierzenia. To głęboka wiara, że śmierć nie ma ostatniego słowa. Że Miłość nie kończy się na kamieniu. Bo oto Człowiek – który umarł – nie przestaje być Bogiem.

Wiele osób wokół nas żyje dziś tak, jakby wszystko kończyło się grobem. Jakby ból, samotność, cierpienie – nie miały sensu. Ale Chrystus złożony do grobu mówi inaczej. Mówi: „Poczekaj. Jeszcze nie widzisz wszystkiego. Zaufaj.”

Czy potrafię przyjąć czas ciemności? Czy umiem towarzyszyć tym, którzy są w grobie rozpaczy, depresji, niewiary? Czy jestem gotów milczeć z nadzieją – nawet wtedy, gdy nie widzę światła?

Maryja nie rozpaczała przy grobie. Jej wiara trwała. Czuwała. Czekała. I to właśnie jest nasza nadzieja: że Miłość nigdy nie zostaje w grobie. Bo Bóg – Oto Człowiek – przeszedł przez śmierć, by otworzyć życie.

Panie Jezu, który pozwoliłeś się złożyć do grobu – naucz mnie ufać w ciemności. Daj mi nadzieję, która nie gaśnie, gdy nie widać wyjścia. Naucz mnie towarzyszyć tym, którzy są jak w grobie – z miłością, która trwa. Przypomnij mi, że Twój grób to nie koniec, ale początek zwycięstwa.

Któryś za nas cierpiał rany,
Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami.
– I Ty, któraś współcierpiała, Matko Bolesna, przyczyń się za nami.

 

ZAKOŃCZENIE DROGI KRZYŻOWEJ

Modlitwa końcowa – „Oto Człowiek”

Panie Jezu Chryste,
Ecce Homo – Oto Człowiek, który dla nas został wzgardzony,
Oto Człowiek, w którym Bóg stał się jednym z nas,
Oto Człowiek, który dźwiga nasze cierpienia i niesie nasze choroby.
Oto Ty, nasz Zbawiciel,
w którym objawia się pełnia człowieczeństwa – ukrzyżowana, a jednak chwalebna.

Ty, który jesteś ikoną Boga niewidzialnego (Kol 1,15 – BBT),
pozwoliłeś się ogołocić, byśmy zrozumieli,
że godność człowieka nie leży w tym, co posiada,
ale w tym, że jest kochany przez Ciebie do końca – aż po krzyż.

Twoje rozpięte ramiona obejmują każdego:
sprawiedliwego i grzesznika,
kochającego i zagubionego,
mojego brata i mojego wroga.

W Tobie człowiek staje się świątynią –
nie tylko ten mocny, ale i ten, który upada.
Nie tylko ten uśmiechnięty, ale i ten, który milczy z bólu.
Nie tylko ten, który modli się otwarcie,
ale i ten, którego modlitwa to szept łez.

Panie, w tej Drodze Krzyżowej uczyłeś nas nie patrzeć, lecz widzieć.
Nie mijać, lecz zatrzymać się.
Nie wygłaszać, lecz słuchać.
Nie obwiniać, lecz przygarniać.

W Weronice widzieliśmy odwagę dotyku.
W Szymonie – moc niechcianej pomocy.
W Matce – wierność aż po noc.
W Twoich upadkach – naszą ludzką dolę.
W Twoim milczeniu – nasze najgłębsze pytania.

Oto Człowiek – oto Ty, Jezu.
Oto człowiek – ten, którego codziennie stawiasz przede mną,
w pracy, w domu, na ulicy, w Kościele.
Oto człowiek – którego omijam, sądzę, nie słucham, nie rozumiem.

Panie, przebacz mi.
I naucz mnie – naprawdę być człowiekiem.
Człowiekiem otwartych oczu i czystego serca.
Człowiekiem obecności, a nie tylko obecności online.
Człowiekiem, który spotyka – twarzą w twarz,
bo tylko taka miłość zbawia.

Niech Twoja śmierć nie będzie tylko wspomnieniem,
ale sakramentem mojego życia.
Niech Twój grób nie będzie końcem,
ale źródłem mojej nadziei.

Niech słowa „Oto Człowiek” staną się modlitwą moich oczu,
gestem moich rąk, pragnieniem mojego serca,
które od tej chwili szuka nie siebie – ale drugiego.

Amen.

Wszyscy:
Amen.

Prowadzący:
W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego.

Wszyscy:
Amen.

+ Robert Matysiak NCC